Bezśnieżnie

Posted in C'est la vie on 19/12/2011 by N

Śniegu nie ma. Się zdarza. Tak jak teraz.

Człowiek nie zdąży się obejrzeć – przeleci kolejny dzień, tydzień, miesiąc. Poziom bycia zagonionym przekroczył wszelkie do tej pory dopuszczalne normy, poziom bycia rozleniwionym po zrobieniu tego, co jest konieczne – woła już dosłownie o pomstę do nieba. Co zrobić – jak na przedstawiciela swojego narodu (Jestem Polakiem, mam na to papier i cały system zachowań – onegdaj śpiewało Raz Dwa Trzy) pozostaje dalej pomstować, dalej narzekać na wszystko i leżąc brzuchem do góry czekać na zbawienie. Taka perspektywa mi się nie widzi, więc – gonię dalej, dalej narzekam itd., itp. W kółeczko i w kwadracik.

Po raz kolejny – już siódmy – ruszyła „Świąteczna Jazda z Muzeum Śląskim”. I KMTM, i – co za tym poszło – ja jesteśmy mocno zaangażowani. Plan służb zapełnił się nad podziw szybko i nad podziw mało zmian w nim zaszło, przynajmniej jak do tej pory. Udało się go także w miarę finalnie domknąć mimo tego, że do końca akcji zostały niemal trzy tygodnie. Z jednej strony – cieszy, z drugiej… Zastanawiam się, jak długo klubowy ruch będzie ciągnął w oparciu o te same nazwiska. Niby nie ma takie zastanawianie się sensu, powinniśmy się cieszyć z tego, co mamy – no ale zawsze jest jakieś „ale”. Społecznictwo też jest w pewnym sensie wyczerpujące.

Obowiązki wszystkie, włącznie ze „służbowymi” – tradycyjnie wybitnie pomagają mi z całą resztą. Nie tak dawno zanosiło się, że sprawy najbardziej prywatne nareszcie się ułożą. To, na co się zanosiło a to, co się okazało – to już dwie różne sprawy. Nie wiem, czy zabrakło zaangażowania, czy odwagi, czy po prostu sprawa została zbyt szybko i pochopnie ukierunkowana. Znów – chyba nie ma sensu gdybać – przedstawienie musi trwać.

Inna prywatna sprawa chyba miała się zakończyć. Tego znaki były dużo wyraźniejsze, publiczne i – wprost. Też się nie zakończyła (chyba). Zabrakło chęci…?

Już niebawem po wirze „na kółkach” porwie mnie wir – świąteczny. Wszystko wskazuje, że tym razem krótszy i dużo przyjemniejszy, niż ostatnimi czasy. Niewymuszony. Czego i sobie, i wszystkim czytającym te słowa na święta życzę.

Chabówka

Posted in Ja z podróży, Kolej on 13/11/2011 by N

No i „odfajkowałem” kolejny wyjazd. Tym razem, po przeszło 10 latach od poprzedniej wizyty, stwierdziłem, że wypada w pełni świadomie i już dojrzale podejść do tematu Skansenu Taboru Kolejowego w Chabówce. Więc podszedłem, kasa w portfel – i do pociągu w święto narodowe. TLK z Gdyni do Zakopanego, jadąca od Katowic przez Bielsko, Andrychów, Kalwarię Zebrzydowską, Suchą Beskidzką i Chabówkę – piękna trasa, piękne krajobrazy. I – do tego w miarę planowo (bo co tam te 40 minut…)!

Szczegółowego dziennika z podróży przytaczać nie będę. Jego namiastka powstała na papierze, długopisem, przeznaczona do szuflady. Powód? Prozaiczny – im mniej oczu ujrzy pewne myśli sformułowane i zarejestrowane w sposób trwały, tym lepiej.

Pt31-64

Pt31-64. Czy polski przemysł parowozowy stworzył kiedyś piękniejszą konstrukcję? Nie - a stoi zaledwie jako zimny eksponat...

Inna duma przedwojennego polskiego kolejnictwa - bliżej niezidentyfikowany wagon silnikowy serii SBx, produkcji Cegielskiego. W roku 1939 dało się osiągnąć prędkość 150km/h... Jakie będą jego dalsze losy?

Inna duma przedwojennego polskiego kolejnictwa - bliżej niezidentyfikowany wagon silnikowy serii SBx, produkcji Cegielskiego. W roku 1939 dało się osiągnąć prędkość 150km/h...

Skansen – jak pamiętałem, tak pozostał bardzo sympatyczny. Doświadczyłem tego nieco bardziej – z racji noclegu. Standard – więcej niż turystyczny, woda bardzo ciepła, widoki z okna… Patrz załączony obrazek. Mroźny poranek 12 listopada przywitał mnie pięknymi widokami. Poranna kawa pita z termosu, w oszronionej, otwartej budce Ol12-7 – rzecz wyśmienita (jakby jeszcze nie telefon o „bum” na Zawodziu…).

Widok z okna mojego pokoju - numer 2.

Widok z okna mojego pokoju - numer 2.

Przymroziło. Tr12-25. Jest i sentyment - przedwojenna parowozownia Stanisławów była domem 54 (!) maszyn tej serii.

Przymroziło. Tr12-25. Jest i sentyment - przedwojenna parowozownia Stanisławów była domem 54 (!) maszyn tej serii.

Powrót – EN61-001 („Cały Twój” – stało na burcie w obcym, choć nieco znanym języku). Do Krakowa, jako zwykła osobówka – ciekawie kontrastował (wizualnie, nie dźwiękowo) z EN71-011 obsługującym „Wielkopolanina”, którym przyszło wracać do Katowic…

Trochę zdjęć powstało. Kilka prezentuję. Kilka – jak Sadorg słusznie zauważył – na Facebooku. Reszta na twardym dysku. A co przeżyłem – to moje!

Pełnia szczęścia. Wystarczy wagon 3 klasy (choć ten łamany - z drugą).

Pełnia szczęścia. Wystarczy wagon 3 klasy (choć ten łamany - z drugą).

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.