Święta już za pasem?

Posted in C'est la vie, Najjaśniejsza Przywiślańska on 15/12/2009 by N

Za oknami noc, w górach śniegu moc na drzewach wisi… Niebawem już nie tylko w górach. Nad wyżynę śląską też powoli nadciąga – już nie mają po co tramwajowe piaskarki czy ich erzace wyjeżdżać, z nieba leci biały puch. Zerkam w kalendarz i widzę datę 15 grudnia. Do „zdrowych i radosnych” świąt Bożego Narodzenia pozostało zaledwie dziewięć dni. Coś niewiele ponad tydzień. Jeśli ta pogoda się utrzyma (a doświadczenie wskazuje, że może być z tym różnie) – to powtarzany do znudzenia w licznych stacjach telewizyjnych, skądinąd dość sympatyczny w swej treści amerykański przebój o białym Bożym Narodzeniu z 1940 roku będzie miał się z czym komponować. Ha, właśnie – powtarzany do znudzenia. Nie on jeden…

Co roku pojawia się w sezonie świątecznym w radiu czy – o zgrozo – w hipermarketowym nagłośnieniu albo na ulicy, gdzie przypadkiem odbywa się świąteczny jarmark standardowy zestaw przebojów, które mają wprowadzić wszelkich słuchaczy w nastrój świąteczny. Oczywiście – trudno mówić o tym, żeby w repertuarze tym następowały jakieś zmiany – gra się do znudzenia jedno i to samo, czyli „All I Want For Christmas Is You” Mariah Carey oraz ponadczasowe „Jingle Bells”, „White Christmas” i „Winter Wonderland” (czasem w polskiej wersji, nawet wykonywanej przez Marylę Rodowicz) – a wszystko to importowane, bo przecież krajowych nie warto wspominać… A – przepraszam. „Jest taki dzień” Czerwonych Gitar od czasu do czasu komuś się przez pomyłkę zaplącze. Ale to i tak wstydliwie, choć z tak zwanego radosnego repertuaru to ta piosenka ma akurat najgłębsze przesłanie. Co w radosnym robi „White Christmas”? Nie wiem, widać już przez te blisko 70 lat ludzie zdążyli całkiem zapomnieć, że była to piosenka refleksyjna, trochę jednak o przemijaniu…

A mnie wyjątkowo trudno mówić o odczuwaniu świątecznej atmosfery. No, może poza pogodową – bo tak sympatycznej różnicy temperatur między tą na dworze, a tą w domu nie czułem już dawno. Co jednak mówić o świętach, gdy pół domu stoi pozastawiane gratami z kanciapy i łazienki, które to dwa pomieszczenia są remontowane (tak, teraz – martwy sezon na remonty, więc i materiały tańsze, i siła robocza). Jak by nie patrzeć – ma swoje plusy to, że do obecności wystrojonej choinki w domu daleko, o dwunastu potrawach póki co się nie myśli, a gruntowne sprzątanie choć raz będzie miało praktyczne uzasadnienie. Ma swoje plusy, że nie myśli się póki co o prezentach, które muszą odpowiadać i przekonaniom, i poczuciu humoru, i gustom odbiorcy. Te się kupi spontanicznie, więc – także najlepsze, jakie można było znaleźć. O właśnie… Szał zakupowy – szał świątecznych zakupów nikogo pod tym dachem nie dotyczy! I to jest właśnie najwspanialsze w magii tegorocznych świąt.

Do odkurzenia płyty Pod Budą „17 zim” jeszcze jednak trochę brakuje. Ale i to niebawem się przytrafi. Tak do coraz bliższych świąt subtelnie i spokojnie się sposobiąc.