Przypadek pewnego zdjęcia

Demotywatory. Kolejny sieciowy fenomen ostatnich miesięcy. Swego czasu jak wiele innych stron – tworzona przez grupkę zapaleńców. A założenie było naprawdę proste – zdjęcie i podpis, który pozbawia motywacji do działania (czyli demotywuje), albo wręcz przeciwnie. A przy tym wymagający jakiejś tam ogólnej wiedzy o kulturze czy historii. W sumie – dla ludzi inteligentnych. Później inicjatywa oczywiście poszła dalej w świat, w związku z czym nie należało się raczej spodziewać, by polot samych demotywatorów na tym zyskał. A gdy zaczęły masowo pojawiać się w galeriach na naszej-klasie, jak i nasza-klasa coraz częściej stała się bohaterką ich – należało wyczekiwać już tylko tego, jak poziomem dobije do komentarzy pod wiadomościami na największych polskich portalach internetowych. Co i powoli zaczęło mieć miejsce, średnio mnie wzruszając. Aż do pewnego przypadku.

30 marca roku 2005, czyli kawał czasu temu, kiedy niżej podpisany w zasadzie żył w zupełnie innym świecie na starym blogu (który wtedy w zasadzie był całkiem nowym) ukazało się pewne zdjęcie. Zdjęcie, które do teraz (przynajmniej na moment pisania niniejszego tekstu) jest jeszcze cały czas do wglądu, które jeden z niewielu czytelników (jedyny?) wierny czytelnik ocenił na plus za kompozycję (w sumie jedynie). Kompozycja do tego czasu stała się oklepaną jak mało co, niemniej zdjęcie gdzieś jeszcze sobie bytowało i zdawało się, że nic z jego bytowania już nie wyniknie. Tymczasem…

Tymczasem dwa dni temu przyszła wiadomość od Meteora51 z linkiem do jakiegoś demotywatora. Że przegięcie, że mało zabawny, że w ogóle obraża w pewien sposób osobę na nim. Cóż, zobaczmy… I jedno, co z siebie wydobyłem po załadowaniu się demotywatora z tzw. poczekalni nie nadaje się do zacytowania. Zdjęcie z 29 marca 2005 się odnalazło (30-go było opublikowane pierwotnie) z opisem – „Motorniczy. Nie ważne, że jest -27 stopni – i tak nie włączy ogrzewania”. Źródła zdjęcia – brak. O jakimkolwiek zapytaniu, czy można użyć – w życiu, zapomnijcie. Że jeśli chodzi o rozmowy o sprawach niższej istotności nie jestem zbyt powściągliwy – to zaraz kilka osób się o tym dowiedziało, a sam stwierdziłem, że jest to po prostu lekka przesada – więc napisałem do administracji prośbę o podjęcie działań względem demotywatora (autorowi dać postanowiłem póki co spokój – głupi był, jest i głupim będąc się zapewne skończy). Wczoraj z rana odebrałem odpowiedź – demotywator usunięto. Wielki Demotywator mając rację jak zawsze podjął stosowną decyzję.

Prawo autorskie prawem autorskim – wszak po to rubryka „źródło”, żeby mu zadośćuczynić, co się nie stało w tym przypadku. Natomiast sam w sobie generalnie zastanawia mnie to, co chciał tym przekazać autor. Myślałem, co w tym ma być motywującego lub demotywującego, nic nie odnajdując – co w tym śmiesznego. Nic. Jaki z tego wniosek? Swego czasu pojawiła się opinia, że z Demotywatorów zrobił się zbiór śmiesznych obrazków z podpisami. W swojej opinii posunę się dalej – po prostu zbiór obrazków z głupimi podpisami. Bo rzadko się trafia już teraz coś, co przypomina stare Demotywatory. Które, obdarzone poczuciem humoru, potrafiły dać też do myślenia i wymagały odrobiny wiedzy, aby je zrozumieć. Naturalną koleją rzeczy…?

Dodaj komentarz