O dwóch takich
…czyli z kroniki przypadków międzyludzkich.
Był taki piękny dzień, kiedy wpadli na siebie panowie, dajmy na to, żeby nie było zbyt oczywiste, F i G. F – bez problemu dający się uznać za pana już na pierwszy rzut oka. G – czy jego ktoś by nazwał panem? No, chyba, że ironicznie. Bo młody chłopak, wyraźnie widać było, że w podobne zainteresowania celują obaj – poczucie humoru mają podobne, gusta muzyczne zaczynają się zbiegać… Zapowiadał się bardzo interesujący duet.
A to wszystko trochę z boku obserwował H, który F znał od dłuższego czasu i wiedział, że różne, nie zawsze wesołe historie się mu przytrafiały, więc cieszył się z takiego obrotu spraw – a przede wszystkim cieszył się, że nie będzie robił się zgryźliwy. A widać było po F, że zdecydowanie lepiej się czuje, doskonale odnalazł się w nowej roli – najpierw kolegi, a później przyjaciela – i można było powiedzieć, że dzięki temu w ogóle odnalazł się w otaczającym ich wszystkim świecie. Świecie, w którym jest cholernie ciężko się poruszać, jeśli nie ma się choćby cienia oparcia w kimś bliższym.
Wyglądało to sielankowo i choć nikt tego nie chciał, to prawdą zaczęła się okazywać stara zasada – nic, co piękne, nie trwa wiecznie. Najpierw spięcie o to, z kim (związanym blisko z G) F planował dzielić sporo chwil swojego życia, potem kolejne spięcia – z początku o drobnostki, później zarzuty wyższego kalibru. Brak szczerości, naciągnięcia, granie na nerwach. Wreszcie – stało się. Sprawa się posypała. F starał się ratować, co mógł. Później okazało się, że G może schodzić na niewłaściwą drogę. Kolejna wolta, żeby coś zdziałać – chyba jednak zbyt gwałtownie. Wreszcie posypały się zarzuty. Awantura. Otwarta wojna między dwoma niedawnymi przyjaciółmi. I niby wole powrotu, a z drugiej strony cokolwiek niejednoznaczne działania.
H poczuł się wplątany w konflikt, w konflikt, który w dodatku w pewnym momencie obustronnie wyszedł poza granice uczciwości, a w pewnym momencie – nawet poza granice sfery prywatnej obydwu stron. Tu już, niestety, musiał zająć jakieś stanowisko – wiedząc, że się narazi. Ale jakie było wyjście? Z drugiej strony przecież jeśli nie to nikt nie wie, jak prędko i jak intensywnie wkroczyłaby w te dziedziny, gdzie trzeba umieć przezwyciężyć prywatne uprzedzenia. W pewnym momencie doszedł do wniosku, że najlepiej by się od tego wszystkiego odseparować, ale z drugiej strony… Czuł, że jest winien F pomoc, a z bliżej nieuzasadnionych przyczyn (empatia?) szkoda mu było zostawić G samego sobie. Co zostało do zrobienia? Studzenie tej gorącej wody, w której i F, i G byli kąpani. Powoli się udające.
Kto wie, jak to tam potoczą się dalej losy przyjaźni między F i G. Każdy z nich oraz H chcieliby, żeby ostatecznie sprawa się dobrze skończyła. I kibicują takiemu właśnie rozwojowi spraw. Nikt nie broni, by po cichu pomyśleć: „Byle do wiosny”, trochę dać sobie na wstrzymanie i wreszcie – jak los pozwoli – odetchnąć z ulgą i znowu ugościć na twarzy lekki, ale dużo mówiący uśmiech.
Uśmiech, z którym lepiej stawia się czoła codzienności.
02/11/2009 @ 23:01
F i G powinni o sobie zapomnieć bo G nie jest wart F