Nadszedł wrzesień, nie ma na to rady
Tytułem wstępu – zdążył się blog ostatnimi czasy dosyć solidnie zakurzyć. Wpływ na to miało głównie to, że brakuje czasu (i chęci – trochę się człowiek po siedmiu prawie latach wypalił jednak…) na sklecenie kilku składnych słów, które nadałyby się do publikacji. Orędzi do czytelników też za bardzo, w związku z czym informuję po prostu, że „N-astawnik” traci oficjalnie jakąkolwiek regularność publikacji. I chyba też objętość postów. C’est la vie.
Kończy się sierpień. Kończą się resztki wolnego czasu, który i tak ostatnimi tygodniami zazwyczaj zajęty był czymś ukrytym pod magicznym numerem 1074A (a w przyszłości pewnie 60) – czyli klubowym Ikarusem 260.04. Auto znacznie się odchudziło – mozolne czyszczenie kratownicy objęło swoim zasięgiem prawie cały pojazd. Trochę śmiechu było, że „tramwajarz”, w dodatku bardziej z ruchu, niż z warsztatu garnie się do tego – ale tradycyjnie do jeżdżenia na imprezy i wytykania tego, co w aucie nie jest oryginalne znajdzie się masa ludzi, a całość zrobiona będzie rękami góra (!) pięciu. Chyba zdążyłem się przyzwyczaić do tej przykrej rzeczywistości.
Elton John & Kiki Dee – ‘Don’t Go Breaking My Heart’
(Live Aid – 1985)
Po piątkowej imprezie w pewnym mieszkaniu w pewnej dzielnicy Katowic (kto ma wiedzieć, ten wie, reszta – sza!) zaczyna mi chodzić po głowie nieco starszy repertuar Eltona Johna. Trochę, szczerze powiem, nie doceniałem go – teraz… Albo się przekonałem, albo jutrzejsza rocznica (było nie było – Freddie i Elton długo się przyjaźnili) miała jakiś wpływ na to, że jakoś lepiej się przyjął. W perspektywie przyszłych dni – w sumie bardzo dobrze…