Chabówka
No i „odfajkowałem” kolejny wyjazd. Tym razem, po przeszło 10 latach od poprzedniej wizyty, stwierdziłem, że wypada w pełni świadomie i już dojrzale podejść do tematu Skansenu Taboru Kolejowego w Chabówce. Więc podszedłem, kasa w portfel – i do pociągu w święto narodowe. TLK z Gdyni do Zakopanego, jadąca od Katowic przez Bielsko, Andrychów, Kalwarię Zebrzydowską, Suchą Beskidzką i Chabówkę – piękna trasa, piękne krajobrazy. I – do tego w miarę planowo (bo co tam te 40 minut…)!
Szczegółowego dziennika z podróży przytaczać nie będę. Jego namiastka powstała na papierze, długopisem, przeznaczona do szuflady. Powód? Prozaiczny – im mniej oczu ujrzy pewne myśli sformułowane i zarejestrowane w sposób trwały, tym lepiej.

Pt31-64. Czy polski przemysł parowozowy stworzył kiedyś piękniejszą konstrukcję? Nie - a stoi zaledwie jako zimny eksponat...

Inna duma przedwojennego polskiego kolejnictwa - bliżej niezidentyfikowany wagon silnikowy serii SBx, produkcji Cegielskiego. W roku 1939 dało się osiągnąć prędkość 150km/h...
Skansen – jak pamiętałem, tak pozostał bardzo sympatyczny. Doświadczyłem tego nieco bardziej – z racji noclegu. Standard – więcej niż turystyczny, woda bardzo ciepła, widoki z okna… Patrz załączony obrazek. Mroźny poranek 12 listopada przywitał mnie pięknymi widokami. Poranna kawa pita z termosu, w oszronionej, otwartej budce Ol12-7 – rzecz wyśmienita (jakby jeszcze nie telefon o „bum” na Zawodziu…).

Przymroziło. Tr12-25. Jest i sentyment - przedwojenna parowozownia Stanisławów była domem 54 (!) maszyn tej serii.
Powrót – EN61-001 („Cały Twój” – stało na burcie w obcym, choć nieco znanym języku). Do Krakowa, jako zwykła osobówka – ciekawie kontrastował (wizualnie, nie dźwiękowo) z EN71-011 obsługującym „Wielkopolanina”, którym przyszło wracać do Katowic…
Trochę zdjęć powstało. Kilka prezentuję. Kilka – jak Sadorg słusznie zauważył – na Facebooku. Reszta na twardym dysku. A co przeżyłem – to moje!

