Rozmowy przy odśnieżaniu trasy. Część LIII

Posted in C'est la vie, MKM, W odcinkach on 20/12/2009 by N

„No wiesz, jakby nie patrzeć, to ta cała nocka kręci się wokół ciebie.” – stwierdził śmiejąc się przy tym Grzesiek. „Taa… Albo wokół tego, że zaiwaniamy jak durni i z nastawnika aż się sypie przy tym.” – powiedział Andrzej, znów ujmując w rękę korbę nastawnika i kierując ją na trzynasty kontakt. „No, Andrew, co cię w tym dziwi? Ja tam nie mam o czym gadać.” „Ty nigdy nie miałeś. Jak chodziłeś całymi dniami jak struty, chudłeś w oczach albo włóczyłeś się po parkach czy innym centrum miasta do późna – ani słowa, nic cię nie dręczyło. Dopóki sam jakoś czegoś nie widziałem i nie zagadałem, to nie było najmniejszych szans, żebyś się przyznał, że coś nie idzie. I do tej pory to samo.” „No a co, to moje problemy… Nie musisz się nimi zajmować.” „No nie muszę, ale nie broniłeś – a chciałem. Wiem, nie mogłem pomóc, ale wiem też, ile daje po prostu rozmowa.” „To czemu o tobie nie?” „Bo ja cię jednym i tym samym zajmuję w kółko. Jak nie ten on, to dokoła tego samego wątku. I tak bez ustanku…” „I to cię głównie zajmuje też…” „Ta, mnie. Znowu mnie. Nie wiem, skończmy to.” – uciął zasilak. „A nie ciebie?” „No mnie, ale zaś doszliśmy do mnie.” „Widać coś jest na rzeczy…” – skwitował jego przyjaciel, patrząc w odbicie Andrzeja w szybie przedniej. Ten zaś, znając metodę obserwacji odbicia w szybie doskonale – uciekł wzrokiem na prawo. Pośród bloków nieśmiało przedzierało się przez noc światło latarń.

Krótkie przyhamowanie, „slalom honorowy”, znów jazda na pół nastawnika. Andrzej puścił korby i zakrył twarz rękami, dość donośnie wyjąc przy ziewaniu – „Jaaaaśnieee paaaaństwoooo! Jak mi się ten dziób drze!” „A na nowy nie ma pieniędzy…” „No, a szkoda. Może by lepiej wyglądał.” „Jak nowe przody w Stopiątkach?” „Bleee! Weź mnie nawet nie strasz. Takie hajduckie wynalazki czy inne Żelazka… Fuj, fuj, obrzydliwość.” „No co? Nie są takie złe…” „No nie, ale w skali porównawczej z oryginałem… Wiesz, wyobraziłem sobie zamianę taką swojego pyska i powiem ci, że piękniejsze okropne rzeczy już sobie wyobrażałem.” „No  to w końcu co z tym pyskiem?” „A kij wie. Może się całkiem nie rozpadnie dopóki nie wyciągnę kopyt. A potem i tak na proszek, więc tym bardziej się sam nie rozpadnie.” „Andrew, ja ci kiedyś naprawdę ciulnę za takie gadanie.” – ożywił się z grymasem żartu na twarzy etatowiec – „I uwierz mi, postaram się, żebyś poczuł ból.” „Haha!” – krzyknął zasilak, przycisnął przycisk dzwonka, który rozbrzmiał w niebogłosy podczas przejazdu przez przystanek i szybko rozłączył jazdę – „Kocham to!” „Czubek.” „Miło mi, a ty jak się nazywasz?” „Chyba też czubek, skoro z tobą jeszcze wytrzymuję.” „Teee, to my bracia są… Czyli mnie całe życie oszukiwali, że jestem jedynakiem!” „Rany kochany…” – westchnął Grzesiek – „To chyba jest cyklofrenia, wiesz?” „Kto wie, może być. Ale nikt jeszcze nic nie zdiagnozował, więc żyję sobie swoim życiem. Ti-do-de-de!”